Carong mógł sobie pozwolić na zatrudnienie kilku kucharzy. Szef kuchni pracował poprzednio w pierwszorzędnym hotelu w Kalkucie i kuchnia europejska nie była mu obca. Potrafił przygotować nie tylko wspaniałe pieczyste, ale także wyborne ciasta. Inny kucharz wrócił niedawno z Chin, gdzie poznał wszystkie specjalności kuchni chińskiej. Carong uwielbiał zaskakiwać gości nieznanymi przysmakami. Dziwiło nas niezmiernie, że w kuchniach wytwornych domów kobiety spełniały tylko funkcje pomocnic i nigdy nie były kucharkami! Posiłki w Tybecie jada się w nieco innych porach niż u nas. Rano pija się herbatę z masłem, jak i później wielokrotnie w ciągu całego dnia. Słyszałem, że mieszkańcy Lhasy wypijają dziennie do dwustu filiżanek herbaty z masłem! To oczywiście przesada, ale rzeczywiście można odnieść takie wrażenie. Istnieją dwa zasadnicze posiłki, jeden podaje się przed południem, o dziesiątej, drugi – wieczorny – po zachodzie słońca. Pierwszy posiłek, zawsze taki sam: campe z dodatkami, spożywaliśmy obydwaj w naszym pokoju. Wieczorem zazwyczaj zapraszano nas do Caronga. Przy olbrzymim stole zasiadała cała rodzina, podawano wiele dań i ten posiłek był właściwie głównym punktem dnia, kiedy to spotykali się razem wszyscy domownicy i omawiali najważniejsze wydarzenia.