Po kolacji siadaliśmy w salonie, nieco przeładowanym dywanami, kuferkami i posążkami, zapalaliśmy papierosa i popijając szklaneczkę piwa podziwialiśmy najnowsze zakupy pana domu. Wprost nie do wiary, co też Carong potrafił zdobyć! Posiadał nawet wspaniały odbiornik radiowy. Z wielką przyjemnością wyłapywaliśmy wszystkie możliwe rozgłośnie na świecie, które odbierać można na Dachu Świata bez najmniejszych zakłóceń. Raz słuchaliśmy najnowszych płyt, innym razem mogliśmy wypróbować powiększalnik, podziwiać aparat fotograficzny, a nawet teodolit, który Carong przyniósł i rozpakował przy nas pewnego wieczoru. I z tymi wszystkimi przedmiotami umiał się obchodzić. Był jedynym mężczyzną w Lhasie, który miał tyle „koników” na raz i doprawdy nie mogliśmy lepiej trafić. Zbierał znaczki, utrzymywał korespondencję z całym światem (przy wydatnej pomocy swego syna), posiadał znakomitą bibliotekę i piękne zbiory zachodniego malarstwa. Były to przeważnie upominki, pozostawiane mu w darze przez przybywających do Lhasy Europejczyków, którym udzielał gościny. Carong był nieprzeciętnym człowiekiem. Nieustannie próbował wprowadzać w kraju reformy, a gdy rząd rozstrzygał jakieś ważne sprawy, niezwłocznie wzywano go jako doradcę. Jedyny żelazny most w Tybecie był jego zasługą. Został on na jego zlecenie zaprojektowany i skonstruowany w Indiach, następnie rozłożony na części i przeniesiony kawałek po kawałku na grzbietach jaków i ludzi na Dach Świata. Carong był samoukiem najnowocześniejszego formatu i z jego talentami nawet w krajach zachodnich uznano by go za wybitną osobowość.